Piaskowanie maluszka – Fiat 126p

Piaskowanie maluszka – Fiat 126p

Od kiedy prowadzę działalność czekałem na moment, gdy będę w końcu mógł oczyścić lub polakierować Malucha. W końcu pojawiła się możliwość. Krótka rozmowa przez telefon, ustalono co robimy, jak robimy i czym robimy. Jakiś czas później zjechał do mnie maluch. Wtedy nie podejrzewałem jeszcze jakie będą z nim przejścia…

 

Otrzymałem telefon – „Wieziemy, będziemy wieczorem”. W końcu nie dojechali 😉 Mieli być finalnie rano i tak też pojawiło się dwóch Panów i karoseria malucha. Furmanka była wrzucona na dostawczaka. Bez podwozia, kół, drzwi. Jedyne co się dało zrobić – musieliśmy zrzucić go na palecie u mnie pod domem – plan był brać się za robotę przy nim za około 2 tygodnie. Wszystko ustalone – miało być jak najtaniej, termin nie cisnął. A że lipy nie robię to zaproponowałem „tanio i dobrze” czyli oczyszczanie karoserii bardzo drobnym Polgritem.

Była zima. A zimą jest zimno. 2 tygodnie później, gdy odkopałem się z robotą zacząłem się zastanawiać jak przetachać tą budę 200m – spod domu do warsztatu. Zaciągając do pomocy wszystkich od szwagra przez sąsiada po stryjecznego brata szwagra mojej siostry ciotecznej wujka – maluch został wywieziony i postawiony na kołysce. Już wcześniej widziałem, że sporo szpachli jest na Fiaciku ale cóż mogło by pójść nie tak? Przecież to takie małe .. coś.

Piaskowanie przebiegało całkowicie zwyczajnie choć zaskakująco długo. Kilkukrotnie malowany był akrylem, do tego końska ilość szpachli. Planowałem przeznaczyć na niego ok 5-6h.

Pas przedni był tak krzywy i tak grubo wyszpachlowany, że od razu zasugerowałem jego wymianę 🙂

Niestety w międzyczasie kompresor się posypał i musiał na 3 dni wrócić do serwisu o czym od razu powiadomiłem osobę zlecającą mi oczyszczanie pojazdu (nie mylić z właścicielem, jego jeszcze na ten moment nie znałem 😉 ).

Sprzęt naprawiony, odebrany. Co z tego, że późny wieczór – siedziałem i kończyłem maluszka.

Na podwoziu była bardzo grubo wylana guma. I to taka oldschoolowa biała małpa, która za chiny nie odłaziła. Po ustaleniach – zdejmowałem ją ile się dało. Tam gdzie była korozja – odchodziła ochoczo, tam gdzie blacha od góry była zdrowa i od dołu guma nie chciała odejść – zostawialiśmy.

Właśnie, dwa słowa odnośnie blachy. Nie myślałem, że blacha Fiata 126P potrafi być tak zdrowa i solidna. Był dziurawy i pognity tylko w miejscach wcześniejszych nieudolnych napraw. A tam, gdzie był dziewiczy – blacha jak nowa. Na dodatek myślałem, że będzie papierowa a tak naprawdę była bardzo mocna i nie chciała się poddać ścierniwu walącemu w nią z prędkością ponad 900km/h.

 

Maluch praktycznie gotowy. Dość późno było, więc już nie dzwoniłem ale skrobnąłem SMSa „czy dacie radę zabrać go w sobotę”. Otrzymałem odpowiedź, że „w sobotę to nie ale poniedzialek  – wtorek zabieramy”.

W międzyczasie wrzucałem fotki z prac na Funpage’u na Facebooku. Ujawnił się właściciel maluszka.

Nastał poniedziałek, po nim wtorek.  Przeproszono mnie za opóźnienie i obiecano odbiór w środę. Po środzie nastąpił czwartek. Po czwartku był z tego co pamiętam piątek. Samochód stał od tygodnia gotowy. Zajmował garaż, nie mogłem nic w nim robić. Nie miałem serca wyrzucić go na dwór – jako maniak motoryzacyjny chyba nie spał bym po nocach robiąc mu krzywdę. Kasy za robotę również nie widziałem.

Ale to dopiero początek. Kontakt ze strony typa co mi go przywiózł urwał się zupełnie. Na szczęście pojawił się u mnie osobiście właściciel malucha. Konkretny facet, powiedział jaka jest sytuacja z tamtym zaginionym jegomościem. Ustaliliśmy jakąś wersję. Samochód miał niebawem wyjechać. Niestety minął weekend i kolejne kilka dni. Kolejne kilka obietnic, że samochód wyjedzie.

Malar stał nadal, kasy nadal nie było. W sobotę obiło mi się o uszy, że ma to Policja zabrać mi  warsztatu. A wtedy wiadomo – ani kasy ani fury a sprawa ciągnęła by się miesiącami. Rzuciłem właścicielowi, że spędzam właśnie miłą rodzinną sobotę i nie chce mi się o tym myśleć ani gadać.

Cała sprawa opisywana była krok po kroku na Facebooku. Właściciel chyba zrozumiał, że jest jak najbardziej odpowiedzialny za swój pojazd i nie do końca powinienem być mieszany w sprawy między nim a tym oszustem co przebalował jego kasę. I tak też nagle pojawili się u mnie – właściciel z kolegą i szanowny bezzębny jegomość co mi zostawiał malara. Zostałem przeproszony, kasa dla mnie się znalazła. Koleś co chciał nas wytańcować zapewnił, że jedzie laweta i na pewno „dzisiaj” maluch wyjeżdża. Oczywiście słowa nie dotrzymał, następnego dnia właściciel musiał ponownie u mnie się stawić z lawetą po swój pojazd. Furmanka zapakowana i pojechała w siną dal.

 

Niestety przez ponad 2 tygodniowe stania Fiacik zaczął łapać rdzawy nalot  ( a i tak starałem się dbać o niego żeby nie skorodował w tym czasie).

Szkoda również, że pośredniczył między nami jakiś nieodpowiedzialny pajac. W tym czasie to ja bym wyspawał tego malucha i chociaż podkładem epoksydowym zabezpieczył. No ale cóż.

Pojechał, sprawa się rozwiązała. To najważniejsze.

Nie pochłonął on 6h a równo 10,5h. Stresu również było co niemiara ale i dużo nauki. Czas chyba przestać być dobrym wujkiem. Czas zacząć pobierać zaliczki na materiał oraz spisywać umowy, które nie tylko będą chronić klienta i jego pojazd ale również mój czas, sprzęt i moje zdrowie psychiczne 😉

Na koniec filmik z prac przy Fiacie 126p.

Wesołych Świąt 😉

 

 

 

One thought on “Piaskowanie maluszka – Fiat 126p