Szkiełkowanie FSM Syreny

Szkiełkowanie FSM Syreny

Dawno temu, czyli w grudniu 2016 odezwał się do mnie właściciel Syrenki o oczyszczenie. Ustaliliśmy, że nie robimy lipy, więc wyszkiełkujemy mu rakietę. Cieszyłem się jak małe dziecko – w końcu Syreny jeszcze nie robiłem. W końcu przyszły czasy, że ludzie po Bożemu chcą remontować polskie zabytki.

Jakoś w połowie grudnia przyjechały do mnie w pierwszej kolejności wszystkie furki i błotniki do machiny.

 

Wszystkie elementy niby nowe, pokryte farbą zabezpieczającą. W sumie identyczne leżą u mnie do mojej Warszawy (tj. mam błotniki, Warszawę muszę do nich dokupić… 😛 ), wiec jakość i powłokę znam dobrze. Zimno było jak diabli, nie wiedzieć co się stało z tym ociepleniem klimatu, na który tak wyczekuję ale zima 2016/2017 była … zimowa. Ok ale tu nie o tym 🙂  Wracamy do Syreny.

Zasypuję ultra drobne szkło i jazda. Po chwili zrobiłem wielkie oczy, wycedziłem przez zęby kilka mało cenzuralnych słów. Jak to możliwe? .. cały element w dołkach. Ale szybko spojrzałem na resztę i wszystkie wyglądają jakby ktoś ćwiczył na nich Kung-Fu. Ufff a już się przeraziłem, że dokonałem cudu falując poszycia szkiełkując czymś przypominającym mąkę, z odpowiedniej odległości i pod katem jeszcze delikatniejszym niż wskazany.

Marker w łapę i macanie elementów. Obowiązkowe zaznaczanie dołków i nierówności. Fotki też trzeba było zrobić – nie wiedziałem czy właściciel samochodu jest świadomy stanu „nowych elementów”

 

 

No i teraz można bezpiecznie oczyszczać 🙂 Szło bardzo dobrze. Nowe elementy, wiec żadnych szpachli ani tysiąca warstw lakierów nie było. Niestety jak się okazało – blacha miała od groma wżerów. Niektóre tak głębokie, że myślałem, że przebiję się na wylot. A niby „nowe” i zabezpieczone…

Tutaj przykład oczyszczonych drzwi. Wżer na wżerze, wżer poganiał. Skonsultowałem to z właścicielem Skarpety i oczyściłem dokładnie, jak się tylko dało.

Zima dała mi w kość. Zawory sterowania pneumatycznego zamarzały, ja zamarzałem, elementy zamarzały 😉

Dwa dni pracując po godzince i elementy ogolone. Teraz trzeba zgodnie z ustaleniami rzucić je w podkład. Garaż dogrzany, materiały naszykowane (a używamy tylko najlepszych ..)

 

Zakasać trzeba rękawy (dosłownie) i jazda z podkładowaniem. Pistolet do podkładu kończył swoją karierę na tej pracy, musiał się wykazać przed przejściem na emeryturę 🙂

Mała reklama ciuchów Dickies – gorąco polecam 🙂 Niezniszczalne na codzień jak i do pracy 😉

… No i elementy zapodkładowane na 2 warstwy epoksydem Novol For Classic Car. Nie bylem w stanie dogrzać garażu do upragnionych 25 stopni przy tych -11 na zewnątrz ale jakąś minimalną temperaturę rzędu +16 / +19 osiągnąłem, więc dało się kłaść lakier podkładowy.

Elementy wyschły, dałem im 2 doby. Właściciel poinformowany, że można zabierać.

… Oczywiście jak to bywa naczekałem się na transport kilka dni, ale w końcu pracownik właściciela Skarpety przyjechał po graty płacąc za usługę.

Za kilka dni miała zjechać reszta Syreny. Były pierwsze dni stycznia 2017.


Z 3 tygodnie później dzwoni Pan i pyta się czy może już przywieść budę Syreny. Byłem lekko w szoku. Myślałem, że już się nie odezwie, że nie był zadowolony z jakości albo ceny albo cokolwiek innego .. 😉

Powiedziałem Panu, że aktualnie kompresor mam na serwisie, na przeglądzie przed sezonem. Powiedziałem, że za około tydzień może wstawiać tylko niech wcześniej przedzwoni.

Przedzwonił. Prawie 1,5 miesiąca później 😀 nieco zdziwiony, że już kompresor naprawiłem. Tak to jest jak człowiek jest bardzo zajęty, ma 1000 spraw na głowie i jeszcze musi myśleć o czyszczeniu Syreny. Bardzo dobrze Pana rozumiem …

W końcu sam osobiście zwiózł Skarpetę Dnia 4 marca Roku Pańskiego 2017. Syrenka zrzucona z lawety. Ustaliliśmy, że Fiat 126P wjeżdża pierwszy na warsztat i już.

Sprawę z maluchem znacie (a jak nie znacie tu łapcie: http://soda-blaster.pl/piaskowanie-maluszka-fiat-126p/  ). Nieco przedłużył całą sprawę ale wiele poradzić na to nie mogłem. W końcu jak wyjechał wziąłem się za Syrenkę, na szybko zapiąłem do wyciągarki quada i zaciągnąłem 200m pod warsztat nie czekając na niczyją pomoc 😀

No to jazda. Przy spodzie samochodu musieliśmy wspomóc się Polgritem. Było tam sporo towaru podwoziowego, uszczelniającego itd. Szkiełkowanie tego zdrowo oskubałoby klienta

 

Na budzie było trochę szpachli i to w dziwnych miejscach jak słupki i dach. Reszta oczywiście szkiełkowana. Użyliśmy szkła 0,3-0,6 oraz 0-0,3mm.

 

Teraz kolejna misja – podnieść karoserię z ramy, przeszkiełkować miejsca styków, miejsca, które rama zasłania itd a następnie je zabezpieczyć.

Buda dźwignięta, podparta. Całość oczyszczona, zapodkładowana i zostawiona.

Pozostała weryfikacja i poprawki. Niestety przy oczyszczaniu pojazdów można maszerować wokół takiego i za każdym razem coś znaleźć do poprawienia. Zakamarek na zakamarku itd. Swoją drogą nie mogę doczekać się, aż będzie można komfortowo „piaskować” pod chmurką. Jak by garażu nie doświetlać – nigdy nie będzie widać tak wiele jak na dworzu. A o jakość w końcu się tu rozchodzi.

Ponownie dogrzewanie garażu i jazda z podkładowaniem. Ponownie Novol For Classic Car. Wszystko wyłożone folią, podłoga nieco zlana wodą. Nic nie odbijało, nic nie pyliło. Niestety mimo całego dnia wydmuchiwania ścierniwa z każdego zakamarka, przekręcania samochodu raz w jedna raz w drugą stronę, wydmuchiwania, wydmuchiwania, wydmuchiwania – pewne było, że skądś wylezie ścierniwo i przyklei się do mokrego podkładu. Dlatego też często upieram się na pracy przy użyciu szkła. Szkło jest neutralne chemicznie, nie ciągnie wody itd. I nawet jak zostanie kilka paprochów w jakimś zakamarku, zaleje się to epoksydem czy innymi fluidolami i może tam sobie zostać na wieki nie powodując gnicia blachy.

Podkład położony na dwie warstwy.

 

Telefon do właściciela, że dzisiaj schnie, jutro można zabierać. Powiedział, że będzie organizował lawetę „na jutro”. Po tym „jutro” minęły jeszcze 3 dni 🙂 Znowu były śmiechy, że będzie u mnie stała do upadłego, ale wiedziałem, że właściciel odbierze ją w podobnym czasie jak i wcześniej odbierał elementy zewnętrzne. Akurat praca była zorganizowana tak, że fura mogła stać kilka dni w garażu. Niemniej w końcu mnie przycisnęło, że coś musiałem wstawić do środka. Telefon i ustalone. Właściciel Syreny wywiązał się. Przyjechała laweta, zabrała Syrenkę. Kasa zainkasowana. Można zakończyć kolejny epizod.

Co mogę powiedzieć na koniec? Praca przy Syrenie była bardzo przyjemna. Mniej wymagająca niż przy kilku poprzednich pojazdach. Szkiełkowanie poszyć zajęło około 2-3h. Szkiełkowanie całej reszty kolejne 7,5h czyli zmieściliśmy się w granicy 10h. Niestety przy podkładowaniu trochę się wrobiłem. Otumaniony euforią związaną z pracą przy jednym z moich ulubionych modeli przymknąłem oko na dużą ilość pracy związaną z przygotowaniem oraz podkładowaniem. Ot taka nauczka na przyszłość 🙂

Kolejny projekt zakończony, wrzucam jeszcze filmik prezentujący prace krok po kroku.