Szkiełkowanie Mercedesa W121 190SL

Szkiełkowanie Mercedesa W121 190SL

Dawno nic nie pisałem na Blogu. Nie dlatego, że nic nie robiłem a dlatego, że robiłem tak wiele, że nie miałem czasu na wpisy 🙂

Tym razem opiszę pracę przy Mercedesie 190SL z lat 50tych.

Pewnego dnia zadzwonił do mnie Pan, że będzie taki pojazd do wysodowania. Musieliśmy chwilę poczekać, gdyż sprzęt był na posezonowym serwisie, gdy ten wrócił zjechał do mnie również i Mercedes. Miałem dziwne przeczucie, że nie będzie wesoło. W końcu to „starsza Pagoda” a  z „Pagodą” mam złe wspomnienia 😉

Zleceniodawca zapewniał, ze Mercedesik prosty, niemal dziewiczy. Zapewniał, że szpachla tylko w 2 czy 3 miejscach. Zrzuciliśmy go z lawety, patrzę – cholera no, piękny. Równiutki, prosty, nie gnijący. Na pierwszy rzut oka znalazłem 2 szpachlowane elementy ale skoro był mierzony i nie ma dużo kitu to niech tak będzie 😉

Ustaliliśmy w związku z panującymi warunkami atmosferycznymi i charakterem pracy, że nie sodujemy a szkiełkujemy całość i ewentualnie spód furmanki czyścimy drobnym Polgritem

 

Elementów aluminiowych na szczęście robić nie musiałem 🙂 I dobrze, praca przy aluminium jest tak przyjemna jak wizyta u dentysty.

Jako stary Mercedesiarz, zakasałem rękawy z bananem na twarzy i zacząłem skubanie.

Otworzyłem puszkę pandory 😀

No tyle kitu to na samochodzie jeszcze nie widziałem 😀 O wszystkim informowałem Tomasza, który mi dostarczył pojazd. Obydwaj byliśmy w szoku jak się daliśmy oszukać. No ale cóż, tak bywa 🙂 Tak, Mercedes był mierzony ale głównie na górze, gdzie przypadkiem szpachli nie było.

Jak na każdy samochód daję sobie max 4 dni to tutaj zastrzegłem sobie prawo do tego, że postoi u mnie trochę dłużej.

W sumie 2 dni wypadły mi przez pogodę, mimo pracy w garażu – wilgoć, mgła panujące na zewnątrz strasznie utrudniają pracę.

Samochód po całości ogoliłem z lakieru żeby wiedzieć z czym mam tak naprawdę doczynienie. Cały SL w bardzo mocnym epoksydzie, do tego tona szpachli po 1,5cm. Ale blacha mega zdrowa, tylko w typowych miejscach czyli pod nogami kierowcy i pasażera oraz w misce akumulatora sito.

 

Z dachem była zażarta dyskusja czy jest aluminiowy czy stalowy. Dopiero magnes rozwiązał spór 😀

W momencie, w którym samochód powinien być już skończony – zaczęła się prawdziwa walka. Karoseria golutka – poza szlachlą. Ta była nawet na dachu (w małej ilości).

 

I tak minęło mi kolejne 3 dni. Nie wiem jak, gdzie i kiedy. Coś jak po zdanej sesji na studiach – nie pamiętam tych 3 dni 😀

Musiałem w tym czasie być na tyle skupiony na zrywaniu szpachli, ze zapomniałem o Bożym świecie. Tak naprawdę miałem już w pewnym momencie na tyle dosyć tego samochodu, że obawiałem się o jakość wykonanej usługi „czy aby na pewno wszystko doczyściłem?”.

Pod szpachlą ukazały się takie widoki. I wiadomo czemu aż tyle tego jakiś murarz tynkarz nałożył…

 

Przy zdejmowaniu szpachli na szczęście mogłem wspomóc się polgritem. Jeśli miałbym wszystko zdjąć szkłem – klient by zbankrutował 😀

Wtedy nadeszła noc któregoś kolejnego dnia, gdy przyszedł ten moment, którego nie lubię. Czyli łażenie wokół samochodu i wyszukiwanie co by tu poprawić.

 

Podłubałem jeszcze trochę i podjąłem decyzje, ze WYSTARCZY.

LSD mi się kończyło i zaczynała mi się coraz mniej podobać praca przy tym Benz’u 😉

2 dni później zjechała laweta i zabrała go w siną dal…

 

Tak naprawdę robota wydawała się prosta. Przekalkulowałem ją sobie na ok 600-700kg ścierniwa i ok 7-8h roboty.

Samochodzik malutki, kołyska pomogła przy przekręcaniu go, sprzęt sprawny a jednak się przejechałem.

Oczywiście na koniec okazało się, że ten SL również przyjechał ze Stanów, tak jak dwa poprzednie co robiłem. I wiecie co? Chyba podniosę cennik na Mercedesy, które zjechały z USA bo to jakieś jaja są 😉 W113, R107, W121 … z każdym jakieś przejścia. Każdy chyba wykąpany w epoksydzie, każdy wytynkowany szpachlą oraz Bóg wie czym jeszcze. Jak można na takie maleństwo zużyć 17h ciężkiej pracy i 1100kg ścierniwa? Ano można. I tak zeszłoroczna Pagoda W113 zostaje na piedestale – tam poszło 2500kg towaru. Nie wiem co z tymi amerykanami jest ale naprawy samochodów nie idą im najlepiej. Zamiast wyrównać, doklepać, dorobić to chlapią szpachlą jak by chałupę murowali. Ale tak, szpachlowanie idzie im super – bardzo równy ten Mercedesik był, nic nie pękało, nie odchodziło.

Od teraz koniec z wierzeniem na słowo. Każdy samochód będę mierzył pod kątem grubości powłoki przed przyjęciem zlecenia, klienci też nie chcą mi zrobić krzywdy ale nie każdy jest świadom co tam siedzi pod pięknym lakierem.

Na koniec filmik z prac.